niedziela, 16 lutego 2014

z cyklu: książki o psach

Pańcia lubi czasem poczytać sobie horror albo kryminał. A jeśli ktoś lubi horrory to pewnie w bibliotece w dziale książek kryminalnych lub fantastycznych (bo tam zazwyczaj znajdują się horrory) znajdzie kilka, lub kilkanaście książek Deana Koontza. Ale ta książka jest inna - to książka i biograficzna i autobiograficzna, bo opisuje losy psa i pana. Nobla raczej nie ma się co spodziewać (przynajmniej nie w dziedzinie literatury) ale poczytać można. Poniżej próbka.
"Kiedy się zjawiła, miała już imię. Trixie. Żartowałem czasem, że tak mogłaby się nazywać jakaś striptizerka, a nie pies. Powiedziano nam, że możemy je zmienić, i że można ją szybko nauczyć reagowania na nowe imię. Ale jeśli nawet imię pasowało raczej do tancerki w klubie nocnym niż do psa, jeszcze bardziej pasowałoby do elfa czy skrzydlatej wróżki. Elfy to istoty czarodziejskie, a ona właśnie taka była. 
Trixie zjawiła się u nas nie jako szczeniak, ale jako bardzo wykształcona i znakomicie ułożona trzyletnia dama. Z powodu operacji łokcia odeszła na wcześniejszą emeryturę, rezygnując z kariery psa towarzyszącego pięknej młodej kobiety, Jenny, która w wypadku samochodowym straciła obie nogi."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz