poniedziałek, 9 marca 2015

przy3manie

Chyba mamy wiosnę - mówimy jednak szeptem, nie zapeszamy. Piękna słoneczna niedziela i wspólny spacer na wieś, znów do Puńcowa. Pachniało wakacjami, tymi z lat dzieciństwa, na wsi. Zapachy powszechnie zwane jako "swojskie", obce i dziwne dla mieszkańców miast. Dla Pańci i Pańcia - chwilowo były to zapachy nieznośnie, zwłaszcza te, wyrzucone z obory tuż przy drodze. Dla Vegi - zapachy cudne i ujmujące (podobnie chyba na Pańcie działa nowe Opium). Vega szczęśliwie nie namierzyła źródła zapachu, bo zapewne, postępując podobnie jak Pańcia w drogerii, zabrałaby sobie próbkę, Tym razem obyło się bez wpadek: Vega w niczym się nie wytarzała i nic nie zjadła. Nie pogoniła też za zajączkiem, bo Pańcia była szybsza i prędzej zajączka zobaczyła niż Vega go poczuła. Możliwość, że V zajączka by dogoniła była raczej nikła, bo ten był daleko a i zwrotny jest bestia. Gorzej, że na drodze miedzy V a zajączkiem znajdował się drut kolczasty, a jak pies biegnie, to wiadomo - nie patrzy. I tak spacer niedzielny w pierwszym wiosennym słońcu pełen jest wyzwań, Trzeba uważać i przewidywać. Oczywiście dużym ułatwieniem jest smycz - jeśli psa nie puszczamy o nic się martwić nie musimy. Ale jeśli ktoś widział Vegę biegnącą, wie, że wyżełek musi pobiegać. A jak wyżeł biega wolno, trzeba uważać i w porę pieska przytrzymać, jak na zamieszczonym wyżej obrazku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz