Czy może być coś gorszego dla psiarza jak noga w gipsie? Moim osobistym zdaniem, bardzo nieobiektywnym, NIE! Jak do tego doszło? Łąka, tylko my i psy, chciałam podbiec do Vegi bo właśnie zamierzała wytarzać się w czymś śmierdzącym a tu... chrup! Chrupło tak, że cała okolica chyba słyszała. Awaria! Szybki powrót z psami do domu i prosto do szpitala. Po kilku godzinach oczekiwania, wyrok: zwichnięty staw skokowy i gips. No i tak sobie siedzimy, już trzeci tydzień. Teraz już bez gipsu (zdjęcia są archiwalne). Pańcia porusza się o kulach (widoczne na zdjęciu), w życiu towarzyskim nie uczestniczy. Największe marzenie w obecnej sytuacji? Wyjść na długi spacer z psami!
PS: Duże brawa dla Pana Pańcia za chodzenie do pracy, długie spacery z psami po pracy, robienie zakupów, gotowanie, pranie, sprzątanie i robienie zastrzyków marudzącej żonie.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz