niedziela, 3 stycznia 2016

Pan Królik

Nie pisaliśmy o Panu Króliku dużo. Był raczej mistrzem drugiego planu; nie chodził z nami na spacery i nie przysparzał wielu kłopotów. Na jego koncie możemy odnotować: zgryzioną ściankę działową i drzwi, kilka książek, nogi stołu i nakrycie łóżka, a to wszystko jeszcze zanim nauczyliśmy się przystosowywać pomieszczenia do potrzeb zajęczaka (należy bowiem pamiętać, iż królik nie jest jak powszechnie się sądzi gryzoniem, ale zajęczakiem właśnie). Pan Królik odszedł od nas przed końcem starego roku. Przeżył ze mną osiem lat (dopiero później dołączył do nas Pańcio i V). Może się wydawać, że takie zwierzątko nie jest bardzo kontaktowe, ale przecież to właśnie Królik poprowadził Alicję do króliczej nory! Gdyby nie on, Alicja nigdy nie trafiłaby do fantastycznego świata i nie poznałaby Kapelusznika.
Pan Królik był łasuchem - domagał się jedzenia zawsze, nawet kiedy miał pełną miskę. Przyzwyczaił się do obecności Vegi i do jej pór karmienie i także w tym czasie oczekiwał posiłku. Był też pieszczochem, lubił się głaskać, przesiadywał chętnie pod naszymi nogami tak, abyśmy mogli go miziać kapciami. Pan Królik zakochał się tylko raz, jak mi wiadomo. Jego wybranką była różowa piłka siatkowa.
Jeśli komuś się wydaje, że był to tylko królik to odpowiem tak, był to tylko królik, jak my jesteśmy tylko ludźmi. Dla mnie jednak był to wyjątkowy królik, Pan Królik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz